Pogrzebaliśmy się żywcem

Leżałem w grobie, który wcześniej wykopałem. Nade mną stali inni mężczyźni, bracia. Usłyszałem mój list pożegnalny, słyszałem, jak celebrowali moje życie. Czułem, jak chłód ziemi przenika moją skórę i wchodzi do ciała, uśmiercając część mnie. Umarłem, aby narodzić się na nowo podczas warsztatu Męska Jakość w lesie. 

Nieustannie mierzymy się ze śmiercią. W szczególności, z naszej męskiej energii, dążymy do niej, realizując coraz to ambitniejsze plany lub znajdując rozwiązanie problemów. Moment, w którym możemy się rozluźnić, uprzednio kończąc wszystko, co jest do zakończenia, jest momentem odprężenia i satysfakcji. Realizacja wszystkich celów wiąże się z ich śmiercią. Dążymy do nich i dlatego nas to ekscytuje.

Ekscytacja śmiercią jest z nami od momentu, gdy jesteśmy małymi dziećmi. Walczymy dla zabawy, mierzymy patykami, realizujemy coraz większe wyzwania, ekscytujemy się nimi. Kto z Was słyszał historię lub sam sprawdzał, czy można lupą spalić mrówkę lub inne żyjątka? Kto z Was z fascynacją chociaż raz dążył do tego “aby wykończyć przeciwnika” grając w różne gry? Kto z Was słyszał komentatora porównującego Lewandowskiego do zabójcy, gdyż strzela z wielką skutecznością? Wszystko to jest fascynacja śmiercią. Jest ona wszechobecna.

Śmierć jest ekscytująca, gdyż jest podsumowaniem i zwieńczeniem naszych wysiłków. Śmierć przynosi świadomość, wyniki, sens, zrozumienie, odpuszczenie, rozluźnienie. Jest ona bramą do nowego. Tworzy grunt i przestrzeń dla nowego życia. Ogień spala i zamienia wszystko w popiół, który jest czysty i jest świetnym nawozem pod nowe. 

Z tego powodu, w grupie 5 mężczyzn, braci, zebraliśmy się w lesie na 4 pełne dni doświadczeń, po to, aby stworzyć przestrzeń do głębszego spotkania ze śmiercią.

Spotkaliśmy się w lesie. Miejscu, w którym słysząc co mówi do nas natura, ziemia, słońce, różne żywe organizmy, możemy głębiej poczuć, skąd pochodzimy. 

Pierwsze trzy dni przygotowywaliśmy się. Oczyszczaliśmy, podsumowywaliśmy nasze życia i wszystko, co było w nas żywe. Łączyliśmy się z innymi braćmi, przeglądaliśmy się w nich jak w lustrze. Wypowiadaliśmy to, co było do wypowiedzenia.

Śmierć to święto. To zwieńczenie wszystkiego, co dla nas istnieje. Każdy z nas napisał list pożegnalny i przebaczył, co było do wybaczenia. Każdy z nas wyrzucał złość. Przebaczając wychodziliśmy z ról ofiar, których trzymaliśmy się w życiu. Odzyskiwaliśmy naszą moc. Spotkaliśmy się ostatni raz z naszymi ojcami, matkami, rodzeństwem, ważnymi osobami w życiu.

W podróży tej pozostawaliśmy w ciszy. Słuchaliśmy, co mówi do nas las i wszystko co w nim żywe. Był to proces bardzo subtelny, zupełnie inny niż podczas warsztatów Męska Jakość. Spaliśmy pod gołym niebem. W hamakach, namiotach. Spędzaliśmy godziny przy ogniu. Łączyliśmy się z naszymi przodkami, przewodnikami, duchem miejsca. Przygotowaliśmy razem naszą bazę, słuchaliśmy się i otworzyliśmy na siebie od samego początku. Jedni rąbali drewno, inni przygotowywali ognisko, gotowali. Wszystko działo się w przepływie, w poczuciu wspólnoty.

Aby narodzić się na nowo, potrzebujemy najpierw umrzeć. Był to również dla mnie, prowadzącego, czas niepewności. Nie byłem nauczycielem, nie byłem ponad kimkolwiek. Byłem jednym z braci, przeżywającym wszystko razem. To co się działo, otwierało się przed nami z minuty na minutę. Nie miałem planu, jak to się wszystko wydarzy. Wiedziałem jednak, że rozwiązaniem nie jest jakikolwiek nacisk. Wiedziałem, że aby wydarzyło się to, co miało się wydarzyć, potrzebne było z mojej strony pełne odpuszczenie.  Nie planowałem. Czułem. Cały czas czułem, obserwowałem energię grupy i wypowiadałem z głębi rzeczy, które wszystkim nawigowały.

Subtelność ta spowodowała, że w ciszy i spokoju, odkrywając się, doszliśmy do chwili naszej śmierci. Każdy swojej, indywidualnej. Każdy wykopał swój grób. Jeszcze raz, rytualnie, oczyszczyliśmy się przed ogniem i wyraźnym biciem bębna. Stanęliśmy przed naszymi bliskimi, przodkami i naszym życiem, dziękując i mówiąc ostatnie słowa. 

Gdy sam kładłem się do grobu, od momentu którego zapadaliśmy w ciszę, poczułem rozluźnienie. Wreszcie mogłem odpuścić. Nic już nie musiałem. Wszystko zakończone. Moja głowa została zakryta koszulką. Jeden z braci zaczął odczytywać mój list pożegnalny. Słyszałem płacz braci, poruszało to ich serca. 

Moje pożegnanie z synem i rodziną wywołało we mnie szloch. Płakałem jak bóbr. Gdy jeden z braci, ze swojego serca oznajmił, że z innymi mężczyznami zaopiekują się Noe i moją rodziną, przekażą mu jakości, które sam chciałem przekazać, wszystko puściło. Płacz, szloch, pożegnanie.

Na fali energii, która się wytworzyła, bracia zaczęli tańczyć, celebrować oddając uznanie mojemu życiu. Czułem ich tupanie w ziemię, skakanie, zabawę. Byłem na równi z ziemią, więc odczuwałam to wszystko całym ciałem.

Częścią męskiej inicjacji jest zobaczenie, że nie jesteś bardziej wyjątkowy od tej ziemi, która Cię przykrywa. Uczy to skromności i zaangażowania w to, co jest ważne. 

Rytuał śmierci jest ważny z punktu widzenia naszego rozwoju duchowego i psychicznego. Między innymi, dlatego, że.. 

  • Otrzymujemy odpowiedzi na ważne dla nas pytania: jaki jest sens mojego życia? Co jest najważniejsze dla mnie? Czego się bałem, co ostatecznie nie ma znaczenia? Co chciałbym po sobie zostawić? I wiele innych. 
  • Zaakceptowanie, zbliżenie się do śmierci pozwala odpuścić wszystko, co nas ogranicza. Emocjonalnie i energetycznie odpuszczamy. 
  • Mierzymy się z naszymi lękami. Łączymy z tym, co jest w nas pierwotne i fundamentalne, czyli połączenie z matką ziemią. 
  • W momencie śmierci bierzemy odpowiedzialność za nasze życie. 
  • Pozwala osiągnąć „dno”, dzięki któremu możemy się odbić w życiu. 
  • Możemy uznać to jako nowy start, punkt zwrotny, odnowienie. 

Panowie przestali śpiewać, czytać list pożegnalny, mówić ostatnie słowa. Zapadła cisza. Odeszli. Samotność.

Co teraz? Czy chcę dalej żyć, czy wolę jeszcze zostać? Leżałem. Wzrastała we mnie ekscytacja. Czułem chłód. W pewnym momencie poczułem mocny głos: chcę żyć!

Piachu było na mnie wystarczająco na tyle, abym mógł własnymi siłami się z niego wygrzebać. W razie problemów, nieopodal byli bracia, którzy zareagują. Wygrzebałem się z ziemi, otworzyłem oczy. Poczułem nową perspektywę. Wziąłem oddech. Było pięknie. 

Z wielką determinacją poszedłem do braci i rozpalonego ognia. Tej samej nocy, w ciemności chodziliśmy w lesie i kąpaliśmy się w umówionym wcześniej miejscu. 

Kolejnego dnia, każdy z nas zakopywał swój grób. To był moment, w którym ostatecznie wszystko, co miało zostać w ziemi, zostało zasypane. Ciężar został wchłonięty przez matkę ziemię. 

Cytując jednego z uczestników: „Trudno oddać w słowach to, co zadziało się na wyjeździe „Męska jakość w lesie”, ponieważ działo się na wielu płaszczyznach.

Braterskość, jedność, wsparcie, zaufanie, otwartość i szczerość, akceptacja,  głęboki wgląd w siebie, puszczenie, śmiech, dziecięce szaleństwo,  łzy, wzruszenie, milczenie, zatrzymanie,  a czasem  piach, krzyk, pot, zmęczenie. 

Dużo zaszło we mnie procesów, po powrocie czuję klarowność w trudnych wcześniej obszarach, siłę, sprawczość, dumę, miłość, opanowanie, wyciszenie, zwolnienie…oby na zawsze ze mną.

Mam wrażenie jakbym doświadczył alternatywnego życia w skali mikro, a to tylko 4 dni w lesie w grupie wspaniałych mężczyzn. 

Radku, Rafale, Bartku, Bracia dziękuję za wyjątkowy czas, nigdy tego nie zapomnę. 

Mariuszu Bracie, dziękuję za bycie z nami a nie nad nami, za chęć dzielenia się wiedzą, doświadczeniem, darem wglądu w drugiego człowieka w intencji pomocy.”

Pod koniec, jeden z braci potrzebował wskazówek w nowym życiu. Otrzymał on jasny przekaz, który do niego mocno trafił i przyniósł rozluźnienie, poprzez krótkie ustawienie i odczyt z pola. Drugi uwolnił ciało i otworzył się na łagodność. Cytując go: „Wczoraj umarłem, a dzisiaj narodziłem się na nowo”.

Warsztat ten był eksperymentalny. Pierwszy w swoim rodzaju. Rezultaty jego przekonują mnie, że podobne wydarzenia będę organizował. Jeśli chciałbyś lub chciałabyś w czymś takim wziąć udział, napisz do nas. 

Każdy z warsztatów dedykuję odkrywaniu i wchodzeniu w nowe jakości życia. Misja życiowa, powołanie, głębokie połączenie z braćmi, siostrami, rodziną, naszymi kobietami, mężczyznami i dziećmi jest czymś, co powoduje, że czuję, że żyję. Więcej o kolejnych warsztatach dowiesz się na stronie Męska Jakość: http://meskajakosc.pl. Zapraszam do wspólnej eksploracji. 

Mariusz

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *