Kiedy mój mężczyzna nie żyje…

Mój mężczyzna wyjechał podoświadczać odosobnienia. Wybór miejsca był matrixowo klasyczny – hotel all inclusive w Egipcie. Miałam ku temu dużo zrozumienia, bo wiem, że męskie potrzebuje od czasu do czasu pobyć sam na sam ze sobą. By odkrywać swoją Prawdę, poczuć siebie, być w swoim, wydobywać swe męstwo i siłę, czy po prostu znajdować odprężenie. „Wreszcie nie muszę być w gotowości do zapewniania rodzinie bezpieczeństwa, trzymania przestrzeni dla związku, mojej kobiety”. Była więc we mnie radość i ciekawość, co przyniesie ten czas.

Gdy po pierwszych dniach usłyszałam, że mój mężczyzna popija whisky i ogląda porno, ogarnął mnie smutek. Przyglądałam się sobie, bo pewnie na wierzch wypłynęła moja własna historia, poczucie braków, bycia niewystarczającą, zazdrość, „mój mężczyzna delektuje się widokiem innych kobiet”. Zamknęłam się w mej jaskini milczenia, a mój mężczyzna poczuł odrzucenie i brak akceptacji tego, z czym aktualnie jest.

Następny dzień przyniósł więcej zrozumienia i otwarcia. Na to, że poprzez porno manifestują się nasze ukryte pragnienia i potrzeby. Na to, że wejście w te fantazje jest źródłem poznania mojego mężczyzny i kopania naszej studni. Studni, z której wspólnie pragniemy czerpać najbardziej krystaliczną wodę.

Gdy byłam w sercu przyszła akceptacja fantazji i tego, że mój mężczyzna eksploruje temat porno. Widziałam, że robi to ze świadomością. Nie mechanicznie zaspakajając swe dolnoczakrowe żądze, lecz wchodząc w ten świat, który mu towarzyszył od tylu lat, z intencją przyglądania się: „co mnie pociąga”, „czego szukam i dlaczego wlaśnie tego”, „jak reaguje moje ciało”. Czułam, że to trudne wyzwanie ot tak po prostu odciąć się od tych filmów, niczym rozstanie z uzależnieniem od czekolady. Płynęło we mnie zrozumienie i wspólnie mogliśmy się zanurzyć w nasze fantazje.

Gdy mój mężczyzna przesłał mi swój wgląd „Niezrealizowanie najgłębszego celu”, moje serce się radowało po stokroć. „Wreszcie tworzy i dzieli się tym ze światem”. Poczułam pełną synchronizację z treścią jego przekazu. Czułam jakby wszystko było we właściwym porządku, „mój mężczyzna jest w działaniu, podąża za swym powołaniem”.

Więc kiedy późnym wieczorem tego dnia usłyszałam znów o porno, z sekundy na sekundę czułam wzbierającą we mnie falę złości. Wydobywała się wręcz ze mnie jakaś dzikość, która sprawiała, że gdyby był obok mnie, byłabym gotowa go rozszarpać! „Co za marność, słabość, powierzchowność!”, rozbrzmiewało w mej głowie. „Pięknie pachnące, białe podusie, jedzenie w obfitości, podane na tacy, tylko nasycać się ile dusza zapragnie, podgrzewane baseny, słońce”, „Na czym tu budować siłę i hart ducha?!”, „Z czego czerpać inspirację do wydobywania z trzewi esencji swego powołania?!”. „W samych gaciach, w śniegu, na Śnieżkę zasuwać, albo na Mont Everest, choćbyś miał tam zginąć!”, krzyczał we mnie głos niezgody na takie jakości. „Chcę widzieć w mym mężczyźnie wojownika, przy którym mogę się rozluźnić i w pełni zaufać”. „Chcę czystości jego myśli, jego serca. A nie, by karmił się takim pornfoodem”. Niemal ryczałam jak wściekła wilczyca.

A mój mężczyzna patrzył i chłonął mą energię. Czułam, że jest obecny, że pomieszcza. Ba!, że wręcz cieszy się tym moim wybuchem, chłonie każdą cząsteczkę tej erupcji wulkanu. A ja sama wdychałam i wydychałam, czując tą przetaczającą się przeze mnie falę złości.

„Zero jedzenia! Zero porno! Zero surfowania po sieci! Zero naszego kontaktu przez cały kolejny dzień!”, wybrzmiało ze mnie.

Przyglądam się tej mojej złości i wiem, że to nie tylko o niego chodzi. Że jego trwanie w jakiejś takiej bylejakości, rezonuje też z męską częścią we mnie. Bo ja także nie realizuję w pełni mojego powołania. Więc to jest wkurw na samą siebie, na moje własne słabości. To wołanie mojej żeńskiej esensji o jeszcze większy przepływ miłości we mnie samej, do mojego mężczyzny, moich dzieci i całego świata.

Kocham mojego mężczyznę takim jakim jest. Jest we mnie przestrzeń akceptacji jego żeńskiej części, która ma prawo się napełniać wszystkim: jedzeniem, słońcem, naturą, widokiem innych kobiet. Kocham jego fantazje i kiedy się nimi dzieli ze mną, stając się z każdym otwarciem coraz bardziej nagi przede mną i przed samym sobą.

Ale jednocześnie z głębin mej kobiecości wydobywa się wołanie o to, by mój mężczyzna nieustannie dawał światu to, co w nim najlepsze, by karmił swe ciało, umysł, duszę tym, co najpiękniejsze, najwartościowsze. By wzrastał w swej sile i męskości. I moim, jemu oddanej kobiety, powołaniem jest go do tego przywoływać.

Ewa

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *