Nierealizowanie najgłębszego celu

Nie jestem w stanie żyć nie realizując swojego celu, sensu, powołania. Ta energia mnie roznosi, i jedyną rzecz którą mogę zrobić to w pełni go realizować lub popaść w rzeczy, które uciszą ten krzyczący głos we mnie – jedzenie, picie alkoholu, oglądanie pornografii, filmów, seriali i robienie wszystkich innych możliwych rzeczy po to, aby nie czuć. Brzmi znajomo?

Tak żyłem przez wiele lat. Mimo świadomości, że powyższe rzeczy są “nisko wibracyjne”, mimo setek godzin spędzonych na warsztatach i sesjach i rozwijania siebie, to i tak czasem mniej lub bardziej popadałem w ten bezsens. Przecież, “czasem człowiek musi odpocząć”, i wchodziłem na facebooka albo włączałem jakiś film lub serial. Przecież, “człowiek musi jeść i gdy mam na coś ochotę, to pewnie moje ciało tego potrzebuje”, i jadłem jedzenie, które mi nie służyło. Seks i masturbacja okazywał się być też dobrym sposobem na rozładowanie tej energii. Nie miało to nic wspólnego jednak z uprawianiem miłości. Był to bardziej mechaniczny akt mający na celu jedno – krótkie ożywienie się i finiszowanie.

Czuję w jaki to wpędza mnie bezsens. Zamiast podążać za tym co czuję i jest we mnie powołaniem, co powoduje, że wykorzystuję swoje talenty, ekscytację, siłę, to jak żółw ślamazarzę się. W ten sposób widzę, że wielu z nas podejmuje pracę, która nas nie pasjonuje, robimy co nasi rodzice i inni nam mówili, że warto robić, chodzimy do pracy od-do, aby tylko zarobić pieniądze i zrobić coś co myślimy, że jest przydatne. Gdy o tym myślę, i widzę społeczeństwo tak funkcjonujące, wymiotować mi się chce. Jak lustro widzę, że jest to również o mnie samym.

Mam dość zamykania się pośród bólu. Wolę ryczeć, wrzeszczeć, zwariować, niż siedzieć i popadać w tą beznadzieję. Wolę żyć z bólem serca, niż z sercem zamkniętym. Porzucić wszystko jeśli nie potrafię w tym być, ale nie żyć w obłudzie. Pragnę realizować mój najgłębszy cel, powołanie, wykorzystywać swoją energię do tego, aby tworzyć przestrzeń, w której miłość może rozkwitać.

Nie czuję się zagubiony. Wiele ostatnich lat spędzałem na znajdowanie i odkrywanie najgłębszego celu. Spędziłem setki godzin na medytacji i pracy własnej, aby zrozumieć dlaczego żyję. Teraz jest ostatecznie czas na to, aby skończyć miłe i cieplusie życie. Kochałem to życie – “kto nie kocha?” powiedzą. Dla mężczyzny będącego w swojej męskiej esencji, milusie i cieplusie życie to najgorsze co może mu się wydarzyć. I wiem co mówię. Ponieważ w tym momencie pisząc ten tekst siedzę samemu w środku zimy w Egipcie, w 5 gwiazdkowym hotelu all-inclusive, i wymiotować mi się chce tą atmosferą. 

Mój ojciec uciekał do takich miejsc. Tutaj potrafił się rozluźnić i uciec od wszystkich stresów. Gdy widzę wszystkich ojców i rodziny tutaj przebywające, odczuwam że większość w ten sposób żyje. Morze, słońce, wiele smaków jedzenia, rozluźnienie – to jest energia kobieca, potrafi otwierać serce tym, którzy tego potrzebują.

Wyjazd “na odosobnienie” aby się napełnić słońcem i energią, okazał się być dla mnie więzieniem, w którym nie mogę robić co chcę, a bycie w mojej męskiej esencji jest wyzwaniem. Przyjechałem, zacząłem jeść. Szybko poczułem brak w tym sensu. Po co tyle jeść? Przecież organizm potrzebuje znacznie mniej. Ale, moja żeńska część z początku napajała się tym. Wiele smaków, różnorodność. Atmosfera basenu, morza i słońca przez pierwszy dzień też mi się nawet podobała.

Teraz, po czterech dniach, przeszedłem przez wszystkie możliwe zajęcia które były dla mnie ucieczką od tego co jest dla mnie ważne. I wczoraj wieczór był dniem, w którym powiedziałem „Stop”. Dowiedziałem się jak połączyć komputer do neta i wszedłem w jaskinię, zanurzając się w pisanie maili, pracę i mocną męską muzykę. To było niczym orgazm. Energia płynęła. Dopiero wtedy zobaczyłem jak ciężkie było nie podążanie za swoim wewnętrznym sensem. 

Dla mężczyzny, który odkrył swoje męskie powołanie, nie podążanie za nim w każdym aspekcie życia przynosi ból. Cała energia stoi w ciele i kisi się. Efekt tego jest jasno widoczny u każdego mężczyzny. Na pierwszy rzut oka widać, który facet i kobieta żyją zgodnie ze swoim najgłębszym powołaniem. To jest widoczne w każdym ruchu, wyrazie ciała. Osoby które odnalazły swój sens życia, wydają się, że świecą. Biblia i inne pisma mówiące o największych nauczycielach naszych dziejów o tym mówią. Jezus, Budda, Osho i wszyscy inni opisywani są jako osoby,na które jak się patrzyło, miało wrażenie, że świecą. Takim świętym może być każdy. A ja po raz kolejny zaczynam podróż zmierzenia się z własnym bólem i stwarzania się na nowo, nie robienia rzeczy, które powodowały że nie czułem.

“Wyznacznikiem jakości i prawdziwej siły mężczyzny jest jego wytrwałość w byciu w największym dyskomforcie, mając przy tym nieprzerwanie otwarte serce.”

Czuję ogromną ekscytację na spotkanie się z innymi mężczyznami, aby zgłębiać tą męską jakość. Zapraszam na warsztaty.

Mariusz

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *