Opowieść o uzdrawianiu seksualności

Tego poranka wzbudziła się we mnie energia seksualna. Czułam ją wyraźnie w podbrzuszu, jakby wyzierała z wnętrza joni. Wciąż jest to dla mnie stosunkowo nowym odczuciem w mym ciele, gdyż przez długie lata „nic nie czułam”. Teraz już wiem, że to nic nie czucie wynikało z nie czucia mojego ciała, nie bycia w kontakcie z moimi emocjami w ogóle. A seksualność była tego tylko jaskrawym przejawem. Nie czując swojego ciała nie byłam w stanie także czuć moich granic, tego, co jest, a co nie jest dla mnie ok. Odczuwanie jest właściwością esencji kobiecej, a ta we mnie latami drzemała w ukryciu.

Dzień wcześniej, o poranku, naszym zwyczajem, długo rozmawialiśmy. M. opowiedział swój sen, który pozostawił w nim poczucie bycia zdradzonym, nie chcianym, nie kochanym. Potrzebował ciepłej energii kobiecej, miłości, akceptacji i połączenia. Przez lata w takich momentach braku, albo zamykał się w sobie, albo w momencie gdy przebywał sam, znajdował ją na ekranie monitora w pornografii.

M. stosunkowo długo mówił, a ja „miałam swoje tematy”. Czułam, że w miarę upływu czasu coś we mnie się zbierało, jakieś takie poczucie, że moja pojemność na przyjmowanie, słuchanie i podążanie za nim, się kończy. Widziałam jednak, że to, w czym jest, jest dla niego ważne, więc starałam się być wciąż obecna. Płynęliśmy dalej z nurtem tych odczuć. Doprowadził nas on do zbliżenia, jakiego do tej pory nigdy nie doświadczyliśmy w naszej intymności. M. oddał się „miłości do samego siebie” (self-love) tak jak robił to przez wszystkie lata oglądania pornografii, a ja patrzyłam, z akceptacją mówiąc do niego: „zrób to, to jest ok”. Czułam, że zadziewa się coś ważnego i uzdrawiającego. I chociaż sama nie byłam wówczas rozgrzana do granic, podążyłam za tym, czego czułam, że mój mężczyzna pragnął. Czułam, jakbym mu w pewien sposób służyła.

Ale jednak coś we mnie pozostało. Uczucie zmieszania. Jakaś taka niepewność, znak zapytania, czy to, co się właśnie wydarzyło było ok? M. miał podobne odczucia. Jako że tego dnia M. miał swój warsztat Lowena dla mężczyzn, a ja „Głos kobiety w porodzie”, nie zdążyliśmy, naszym zwyczajem, przegadać tego, co w nas było i każde poszło w swoją stronę.

Tego dnia towarzyszyło mi uczucie złości i delikatnie głowa dawała mi o sobie znać. Czułam w sobie znacznie mocniej moją energię męską, która przejawiała się zadaniowością, rywalizacją, zmysłem usprawniacza i nieustannym rozkminianiem w mojej głowie. Wejście w męskość było „wzmocnieniem murów obronnych” we mnie. Bo skoro mój mężczyzna mnie nie czuje, nie otwiera, nie mogę mu się w pełni oddać, zaufać, to potrzebuję tę część poczucia bezpieczeństwa dać sobie samej.

Na wyobrażenie o tym, że M. zaraz wróci do domu i mógłby chcieć mnie ucałować, poczułam, jak moja głowa odwraca się na bok. Czułam odpychanie, niczym minus z minusem. I faktycznie, tego wieczora lekko iskrzyło między nami. Ja pracowałam, M. odpoczywał po intensywnym warsztacie oglądając film. Było we mnie pragnienie byśmy robili razem to, czemu się dedykujemy aktualnie w życiu. Choć rozumiałam potrzebę męskiego zresetowania się i na początku dobrze mi z tym było, to jednak po jakimś czasie, złość we mnie zaczęła narastać. „Ja tu pracuję, a Ty się opierdalasz, zamiast robić, co do Ciebie należy”, wołał mój wewnętrzny głos.

Gdy M. wkońcu skończył oglądanie i chciał się do mnie zbliżyć, złość przeze mnie przemówiła. U niego odbiła się tym samym echem. Czułam, że we mnie grała wciąż ta sama złość, która nie wybrzmiała po naszym porannym zbliżeniu. To była złość na samą siebie, na to, że znowu siebie przekroczyłam tak, jak to robiłam przez długie lata w moim wcześniejszym związku. To była złość na M. za to, że mnie nie czuł, jako kobiety, że był tak bardzo w swym pożądaniu i pragnieniu „kochaj mnie, choćbym Cię miał wziąć siłą”, że czułam się, jakbym została przedmiotowo wykorzystana. Przychodzi mi, że być może to właśnie czują mężczyźni oglądający porno i tak właśnie czują się te wszystkie kobiety, które grają w filmach porno. A może i wszystkie te, które – tak jak ja przez wiele lat – nie czują siebie i pozwalają się sobie i innym przekraczać.

Dzisiejszego poranka czułam, że nie ma między nami zbyt intensywnej polaryzacji. W M. także było większe pragnienie „do pracy”, niż pozostania w łóżku i kontynuowania naszego wgłębiania się w nas samych, co tak kochamy oboje robić. Gdy zobaczyłam, że zbiera się do wyjścia, żeby pobiegać, i usłyszałam w dodatku piękną, nastrojową muzykę (którą M. włączył dla mnie żebym się mogła odprężać), poczułam wzbierającą we mnie energię seksualną i pragnienie, „by już wyszedł”. Pragnienie sprawienia sobie przyjemności. Leżałam i miałam w sobie ciekawość, jaka fantazja może mi się za chwilę objawić. Fantazje są bowiem dla nas niebywałym źródłem poznania, co tak naprawdę głęboko w nas siedzi.

Jeden głos we mnie czekał więc na wyjście M. z domu, a drugi czuł, że to nie jest ok, że jeśli tak postąpię, to będzie niczym trwanie w jakimś utartym schemacie, analogicznym do tego w którym M. trwał przez lata. I przywołałam do siebie wspomnienie, jak bardzo złoszczą mnie i smucą te momenty w naszej relacji, gdy to ja nie raz wychodziłam z domu, a M. w tym czasie oglądał porno i uprawiał self-love.

Gdy już prawie wychodził, co nie przyszło mi łatwo, zawołałam do niego, by przyszedł na chwilę, bo chciałabym mu coś powiedzieć. Usiadł obok mnie, przy łożku, a ja wyznałam mu otwarcie, co jest we mnie. Położył swą dłoń na moim sercu, a drugą jego dłoń ja położyłam na mojej joni. Oddychaliśmy razem. Czułam w M. akceptację, a wręcz może nawet pragnienie zobaczenia, jak daję sobie przyjemność. Byłoby to dokładnym lustrem interkacji, której doświadczyliśmy ubiegłego poranka. Jedna część mnie tego pragnęła, w fantazji poczułam w sobie energię kobiet z filmów porno. Ale inny głos we mnie wołał: „to nie jest ok, nie chcę tak. Szukaj innej drogi”.

Powiedziałam do M. „Powiedz, przepraszam, że Cię nie czułem”. Odpowiedział: „Przepraszam, że Cię nie czułem. Że nie byłem w stanie cię czuć”. Ucałowałam dłoń M. i powiedziałam, że może już iść pobiegać. Odrzekł, że mi ufa i wyszedł. A ja leżałam i oddychałam i czułam tą energię z dolnych czakr, z joni pulsującą we mnie. Wyobrażałam sobie, jak rozchodzi się ona po całym mym ciele. Muzyka dalej rozbrzmiewała ponętnie w całym domu. Wdychałam, wydychałam, wdychałam, wydychałam…

Aż w pewnym momencie wzbudziło się we mnie pragnienie przekierowania energii seksualnej na coś innego. Wstałam, czując w sobie tą ożywczą energię i zaczęłam tańczyć. Płynęłam wraz z muzyką, a w mych myślach pojawiła się intencja, którą zapragnęłam wytańczyć całą sobą. Moje ciało przepełniała radość i wdzięcznością do siebie samej. Czułam je tak wyraźnie, że w każdym, najmniejszym ruchu docierałam dokładnie tam, gdzie ono pragnęło by ten ruch je poruszył, rozpuścił to, co zastygło, przetkał te miejsca, w których życiodajna energia była zablokowana i nie mogła swobodnie krążyć. Z tej energii zrodził się ten oto artykuł.

Była to opowieść o rozłączeniu, depolaryzacji, o przekraczaniu siebie, o męskim bez czucia i męskim w czuciu, o potencjalnym źródle tak częstych migren u kobiet, o męskim, które potrzebuje się zresetować, o „chodzę jakaś taka podminowana cały dzień i nie wiem dlaczego” i o tym, że energia seksualna to energia życiowa, i kiedy nie rozładujemy jej szybkim orgazmem, może zasilać nasze intencje, kreowanie i wszystko, czego pragniemy w życiu.

……………………………………………………………………………………………………………………………….

2 Comments

  • Agnieszka 4 lutego 2020 11:08

    Piękne :*

  • Ewa MK 9 lutego 2021 14:56

    Mam wiele podobnych spostrzeżeń i doświadczeń. 🙂
    Dobrze, że o tym piszesz, wiele Osób traktuje to jak tabu.
    Zbyt wiele.
    Wypiera, unika. Wstydzi się.

    Uwagę mam do energii seksualnej, którą nazwałaś energią życiową.
    Tylko jest składowa Bytu, nie fundament.
    Jedna z wielu energii.
    Bywa obecna często i odczuwalna często, a jak się włącza- dominuje czucie, ale to nie jest energia życiowa.
    Można bez niej żyć, a nawet tworzyć, mocno czuć (nie seksualnie).

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *