Pragnienie miłości i smutek

Pragnienie miłości. I ta pustka, ta dziura, ten ból, ten żal. I żeby ktoś był obok i ją wypełnił, by nakarmił ciepłem, bliskością, by był obok.

Najpierw w moim „poukładanym” życiu przyszły lęki. Niby wszystko wokół było w porządku – praca, dom, dzieci, rodzina, a we mnie takie rozedrganie. Ataki paniki. Niechciane myśli, które same w sobie mnie przerażały. Lęk przed lękiem. Długą drogę przeszłam z lękiem. I teraz czasem do mnie zawita. Ale wiele już nauczyłam się o nim i oswoiłam, wiem, jak go powitać, by zaprowadził mnie tam, dokąd chciał bym dotarła, gdzie leży jego źródło.

Gdy moje życie tak bardzo się zmieniło, wypełniło przepełniającą mnie radością i zachwytem, niespodziewanie nadszedł smutek. Zbiegło się to z czasem, gdy zaszłam w ciążę. Nagle wszystko przestało mnie radować, straciłam sens, uleciało ze mnie pragnienie podróżowania, tworzenia społeczności, wszystko, co jeszcze nie tak dawno mnie radowało, przestało mieć znaczenie. I leżałam całymi dniami w łóżku. Niczym w depresji. Sam ten fakt powodował jeszcze większe przygnębienie, bo pragnęłam dziecku we mnie dawać radość. Pragnęłam by chłonęło oksytocynę od samego poczęcia. Ale było inaczej.

To był czas opłakiwania. Z mniejszą lub większą intensywnością, ale trwa on do dziś. Tyle tego nagromadziło się we mnie przez te wszystkie lata. I teraz wreszcie jest przestrzeń we mnie i wokół mnie, by ten smutek utulić. Cieszy mnie on, bo wiem, że oczyszcza moje serce. Że życie pełnią, to nie tylko radość i zachwyt, ale to doświadczanie wszystkich emocji. I że im głębiej zanurzę się w każdą z nich, tym większą radość odczuwam w życiu.

Gdy jest mi smutno, a łzy wylewają się ciurkiem, jest we mnie pragnienie, by ktoś bliski był obok. Odkąd pamiętam, zawsze płakałam w samotności, stąd pewnie to pragnienie, by tym razem było inaczej. M. czasem jest obecny, a czasem nie. Gdy oboje jesteśmy w tej pustce w nas, nie możemy sobie nawzajem dawać. I tkwimy w błędnym kole. Mężczyzna potrzebuje poczuć delikatność, czułość, kobiecą energię, ale jeśli źródło kobiety jest wyschnięte, nie ma z czego ofiarować tego mężczyźnie. Kobieta potrzebuje wówczas silnych ramion, w których może poczuć się bezpiecznie, bezbronnie, w których może puścić wszystko, poddać się i pozwolić, by to, co siedziało, co się nazbierało ostatnimi dniami, latami, mogło się wydostać. By serce mogło się oczyścić, z żalu, zranienia, tęsknoty. Dopiero wówczas kobieta zaczyna się otwierać i źródło miłości, z którego mężczyzna może czerpać, zaczyna przybierać.

Gdy jednak oboje jesteśmy w braku, nie jesteśmy w stanie sobie tego dać. Mężczyzna nie jest w stanie stworzyć kobiecie takiej przestrzeni, w której mogłaby zaufać w pełni i pozwolić emocjom, niczym fali, się przez nią przetoczyć. Kobieta nie jest w stanie obdarzyć mężczyzny czułością, ani nie jest w stanie być w swej męskiej esencji, by stworzyć mężczyźnie przestrzeń do tego, by to, co w nim się nagromadziło mogło wypłynąć.

Nie raz doświadczamy tego z M. I jesteśmy wówczas w rozdzieleniu. Miłość nie płynie, nie ma między nami polaryzacji, każde jest pogrążone w swoim. Tak właśnie stało się tego poranka. Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że schowałam się do swojej jaskini. To mój męski sposób radzenia sobie, gdy jest mi trudno. Dla M. to moje milczenie jest olbrzymim wyzwaniem. Gdy puka, a ja nie odpowiadam, gdy zostawiam go bez słowa i wychodzę, on czuje się odrzucony, niekochany.

Tego poranka M. zapragnął byśmy już do siebie wrócili. Taki stan odłączenia jest dla niego trudny. Leżeliśmy w łóżku, a on zapytał, czy chciałabym powiedzieć, co u mnie. Jest dla mnie ogromnym wyzwaniem „przemożenie się” w sobie, bym zaczęła mówić, wówczas gdy „siedzę w jaskini”. Uczę się tego przy M. każdego dnia. Powiedziałam, że jest we mnie obawa, że gdy mu powiem, przyjmie to jako kastrację jego męskości i że mu to „wywali” jego tematami. Odpowiedział, że chce usłyszeć i że jest gotów objąć to wszystko, co we mnie. Poczułam tą jego gotowość i się otworzyłam. Powiedziałam, co mi leżało na sercu. I wówczas M. zaczął mówić o sobie, o tym, co w nim siedziało. Mówił długo, a ja leżałam i słuchałam. I w pewnym momencie poczułam, jakbym się znów chowała do siebie. Poczułam, jakbym zaufała, otworzyła się, a po drugiej stronie to, co powiedziałam nie zostało usłyszane, pomieszczone, przyjęte. „Odpaliło” własne historie M. Gdybym miała w sobie zasoby, mogłabym być wówczas przy nim, dać mu empatię, bliskość i pozwolić by to, co w nim jest, mogło zostać usłyszane, zobaczone, uzdrowione. Ale tym razem takiej przestrzeni w sobie nie miałam. Czułam jakiś zawód. Czułam, że mężczyzna nie stworzył mi przestrzeni, którą – gdy zapukał do wrót mojej jaskini – mi zapowiedział. Powiedziałam o tym M. Leżeliśmy obok, każde pogrążone w swoim.

I wówczas przyszła do mnie taka jasność. Że nie mogę oczekiwać, że to źródło miłości będzie zasilane przez kogokolwiek – moją matkę, ojca, dzieci, M., nikogo. Że to droga do nikąd. Bo każdy ma swoje braki, swoje do przerobienia i to wcześniej czy później, wyłazi. I że oczekiwanie, by druga strona nas karmiła miłością jest oczekiwaniem małego dziecka, bezwarunkowej miłości płynącej od matki.

Przyszła do mnie taka jasność, że potrzebuję znaleźć w sobie inne źródło zasilania. We mnie samej. W boskości we mnie i wokół mnie. I odnaleźć ufność w samej sobie i w poczuciu połączenia ze Wszystkim Co Jest. Że „wiszenie” na mężczyźnie, pragnienie, by to on nieustannie dawał, że – po stronie mężczyzny – przychodzenie do kobiety, by napełniała nieustannie bliskością, czułością, akceptacją, to nie miłość, to tylko pragnienie miłości, które miłość udaje. To bycie w związku z poczucia braku, a nie poczucia pełni.

Tego poranka, po raz pierwszy tak wyraźnie poczułam, że gdy „siedzę w jaskini”, gdy tak trudno jest mi się otworzyć, mogę iść do kobiecego, w różnych przejawach tej energii. Mogę sama jej poszukać, nie czekając aż mój mężczyzna, czy ktokolwiek inny do mnie przyjdzie. Poszłam do naszej kocicy, dotknęłam jej ciepłego, przyjemnego futerka i oddychałam razem z nią, wsłuchując się w jej kojące mruczenie. Z każdą chwilą czułam jak to wszystko co we mnie utknęło się rozpuszcza. I jak fala miłości i moje poczucie mocy zaczyna wzbierać.

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *