Przepływ boskiej energii

Poszłam z Noem nad rzekę. To miejsce ma taki magnetyzm. Przyciąga mnie nieustannie.

Za każdym razem gdy tam jestem i zapragnę zanurzyć się w rzece, zaraz pojawia się ktoś, komu mogę na chwil parę oddać Noego. Orzeźwiająca woda sprawia, że jeszcze bardziej czuję życie w sobie.

Położyłam się na plecach, zanurzyłam głowę i poddałam nurtowi rzeki czując jak tym samym puszczam wszystko i poddaję się nurtowi życia.

Wdrapałam się na brzeg rozlewającej się na łąki rzeki, wzięłam Noego nieco wciąż chłodnymi dłońmi. Zapłakał. Przeprosiłam go, utuliłam i zaraz mogliśmy sobie znów patrzeć i chłonąć będącą w niekończącym się przepływie rzekę i majestatyczność rosnącego nieopodal dębu.

Pod dębem siedziały trzy kobiety w towarzystwie mężczyzny. Rozpoznałam w nim znajomą twarz. Przywitaliśmy się serdecznie i porozmawialiśmy chwilę.

Jedna z kobiet zapytała, czy kąpałam w rzece także Noego. Oczy mi się zaświeciły, bo odkąd jestem nad rzeką chodziło to za mną. Nawet obmywałam Noego w wodzie rozlanej po łące, która była nieco bardziej ogrzana słońcem. Wciąż jednak na tyle chłodna, że Noe popłakiwał.

Kobieta powiedziała, że woda w rozlewisku to nie to samo. Woda w rzece ma zupełnie inną energię, ruchu, życia. Poczułam to. „Zróbmy to!”, powiedziałam podekscytowana.

Kobiety i mężczyzna rozebrali się, my z Noem byliśmy już nadzy i poszliśmy do rzeki.

Było we mnie pytanie, jak to zrobić, czy zanurzyć go całego, tak „na głęboką wodę”? Nie, to byłoby zbyt brutalne. Poczułam, że powinien to być akt delikatnego zanurzenia i spotkania z rzeką.

Siostry, bo tak je od razu poczułam, weszły do wody. Wyglądały jak nimfy. Weszłam i ja trzymając przy piersiach Noego. Lekko zapłakał, a wówczas kobiety i mężczyzna zbliżyli się do nas, i podtrzymując dzieciątko tuż nad wodą śpiewaliśmy. Ogarnęła mnie jakaś nieopisana błogość, czułam piękno, boskość i jakąś taką wzniosłość tego momentu. Puściło napięcie, niepokój, a Noe obsikał jedną z sióstr wywołując tym jeszcze większą radość nas wszystkich.

Czułam, że zadziało się coś znaczącego, coś czego nawet nie do końca jestem w stanie objąć świadomością.

Gdy wyszłam z rzeki, stanęłam u jej brzegu, skąpana wodą i słońcem. Czułam się niczym Bogini, Królowa. Doświadczałam znanego mi już stanu, widzenia więcej, czucia połączenia z boskim pierwiastkiem we Wszystkim Co Jest.

Siostry zostały w rzece. Patrzyłam na nie i z zachwytem wypowiedziałam: „Ależ jesteście piękne! ”. Takie niewinne, rozchichotane, niczym panny na dworze królewskim.

Przechadzałam się dostojnie brzegiem rzeki, zanurzona po kostki w wylewającej się wodzie.

Spojrzałam na pierwszą z sióstr i zapytałam: „A Ty czego pragniesz?”. „Mężczyzny”, odpowiedziała. „A jakiego sobie życzysz?”, „Takiego co ma otwarte serce i zarazem jest stabilny, osadzony mocno w materii”, usłyszałam. „Dobrze”, powiedziałam i podeszłam do drugiej ze ślicznych nimf. „A Ty, czego pragniesz?”. „Ja takiego samego mężczyzny”. „A po co on ma do Ciebie przychodzić? Co Ty, jako kobieta masz mu do zaoferowania?”, zapytałam. „Dobre pytanie”, odpowiedziała rozradowana siostra. „Pamiętaj, on nie ma przyjść do Ciebie, żebyś go zagrabiała, chciała go mieć tylko dla siebie. Ty sama dla siebie masz się czuć najważniejsza. A jego wspierać w tym, by dawał z siebie światu to, co w nim najlepsze”. Widziałam, jak słowa te zapadły głęboko do serca spragnionej czucia pełni miłości i płodzenia życia, kobiety.

W powietrzu czuć było niczym nie zmąconą, czystą radość, zabawę i piękno. Doświadczenie, w którym całą sobą odczułam, że Niebo jest tutaj. Niebo jest teraz.

Jedna z sióstr zbliżyła się do mych stóp ucałowując je, niczym w akcie oddania pokłonu boskości we mnie.

Nad rzekę przybyła grupka wybierających się na spływ kajakami ludzi. Ubrani i zaaferowani przygotowaniami do spływu. Zadziwiająco długo trwały te przygotowania. Być może zauroczyła ich ta ukazująca się ich oczom sceneria.

Nie zważając na nich, dalej byłyśmy w tym magicznym stanie odczuwania przepływu boskiej energii. Czułam, jakby były to dwa różne, równolegle zadziewające się światy, jak gdyby dwa odmienne filmy, które przeżywać można w tym samym czasie.

Spojrzałam na nich, a głos we mnie wołał: „No dalej, ściągnijcie wreszcie te ubrania, te maski, ten wstyd i dajcie się porwać pierwotnemu głosowi w was, który wzywa do czucia niczym nieskrępowanej wolności i miłości, czucia życia”.

Usiadłam z Noem pod dębem i nagle ujrzałam nadlatującego bociana. Zatoczył kilka kół tuż nad nami. „Widzimy Cię”, pomyślałam czując zachwyt. I, że tylko patrzeć jak pragnienie sióstr o mężczyźnie i macierzyństwie, się ziści.

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *