Skąd znalazłam w sobie odwagę do zmian?

Rozstanie z mężem. Rozstanie z pracą. Wyruszenie w podróż w nieznane. Skąd znalazłam w sobie do tego odwagę?

Uznanie dla odwagi. Właśnie ta cnota serca najbardziej mi wybrzmiała w komentarzach do Mojej historii. Zatrzymało mnie to i zadałam sobie pytanie: jak to się stało, że znalazłam w sobie odwagę do tak, wywracających moje życie do góry nogami, zmian?

Odkąd pamiętam było we mnie poczucie: „Będzie dobrze. Poradzę sobie”, czyli jakaś taka ufność i wiara w siebie. Wiążę to z tym, że chłonęłam z domu więcej energii męskiej, czyli takiej co to „wypuszcza w świat”. W pewnym momencie coś się jednak załamało. Przyszły lęki, niepokoje, stany paniki.

Czuję, że pojawienie się w moim życiu tak silnych lęków, które wyłączyły mnie z codziennego kieratu, paradoksalnie, pozwoliło mi w te lęki zajrzeć, zrozumieć, oswoić, utulić i zobaczyć, że pod nimi kryły się pokłady przez wiele lat nie wyrażanej złości. I kiedy zaczęłam pracować z ciałem, emocjami, energią, głosem, wydobywać z siebie głośnie „nie”, które wreszcie mogło wybrzmieć (bo jako dziecko to raczej byłam chowana w nurcie „dzieci i ryby głosu nie mają”), ta energia złości znajdowała ujście. (Moją ulubioną praktyką w tym zakresie jest medytacja dynamiczna Osho). I ta energia złości, która jest potężną energią, czasem wręcz o niszczycielskiej sile, z każdym dniem, każdą praktyką, mogła się transformować i wzmacniała moje poczucie mocy. Donośny ryk, wydobywający się prosto z trzewi jest dziś dla mnie swoistym barometrem wewnętrznej siły.

Na mojej ścieżce Tantry odkryciem dla mnie była świadomość ról, w jakich jesteśmy w życiu. Kobiecość przejawia się w roli matki, kochanki, królowej, wojowczniczki i „wise woman” czyli „tej, która wie”. Ja przez ostatnie dziesięciolecie byłam bardzo mocno w roli matki. Pozostałe role praktycznie nie istniały. Czuję bardzo mocno, że wejście w rolę wojowniczki powiązane jest z akceptacją swego wewnętrznego mężczyzny. Jeśli jest on słaby, „maczowaty”, albo nie akceptowany, to nie mamy z czego czerpać mocy. I wtedy zawieszamy się na potrzebie „posiadania” mężczyzny w naszym życiu, żeby nam dawał poczucie bezpieczeństwa. I gdy jest trudno w związku, i nawet chciałybyśmy odejść, to się boimy, bo „jak ja sobie dam sama radę”. Albo boimy się odejść z pracy, „no, bo może pełni szczęścia mi nie daje, ale jest sucho i pewnie, co miesiąc wypłata wpływa na konto”.

Akceptacja wewnętrznego mężczyzny to akceptacja męskości w ogóle – w sobie, w partnerze, w ojcu, synu i każdym mężczyźnie, którego napotykamy na drodze. A my, kobiety, często kastrujemy tych mężczyzn, nie widząc ich siły, odwagi i męstwa. I przez to kastrujemy też tą część w nas samych. Takie lustro. To, co widzisz w innych jest tylko odbiciem tego, co już jest w Tobie samej.

Na warsztatach Tantrycznych nie raz dane mi było poczuć „jakościową męskość”, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn (quality man). I to doświadczenie pozwoliło mi dostrzegać te jakości w mężczyznach wokół mnie. I w sobie samej.

Kluczowe w moim przejściu „ze starego”, do „nowego”, było jednak otworzenie się na powrót do mojej kobiecej esencji, czerpanie energii do życia z energii seksualnej, która jest energią życiową. Widząc jak mogę uwodzić mężczyznę, czułam, że tak samo mogę uwodzić życie. To budowało we mnie poczucie „mogę wszystko”. Także na totalne odprężenie i płynięcie z nurtem w „tu i teraz”. Kobiecość to ufność, to miłość, to połączenie ze Źródłem, z własną, głęboką intuicją. Gdy to odnalazłam w sobie i podążyłam za tym głosem, byłam niejako prowadzona. I wszystko się magicznie zadziewało, układało, przyciągałam do swojego życia „zbiegi okoliczności” i dokładnie to, czego potrzebowałam stawało na mojej drodze. Jak w boskiej restauracji: „zamawiasz i masz”. I nie zastanawiasz się, jak to ma przyjść. We mnie taki niezwykle mocny głos był. Czułam, czego pragnę i nie zastanawiałam się, jak ma się to dokonać. Takie zaufanie do Wszechświata.

I poczucie bezpieczeństwa. Rainbow Gatheringi i podróże po ekospołecznościach dały mi także wewnętrzny spokój i pokazały, że można żyć inaczej, że wcale nie trzeba mieć pracy „od … do” i biegać jak chomik w kołowrotku z lęku przed brakiem pieniędzy na spłatę kredytu. Nasze z M. zamiłowanie do minimalizmu i przekonania na temat Obfitości, że przejawia się ona pod przeróżnymi formami, pozwoliły mi się w życiu odprężyć. Podarowanie sobie „gap year’u” dało mi także możliwość, w ciszy i spokoju, poszukania w sobie tego, co ja tak naprawdę pragnę dawać z siebie, co jest moim powołaniem. A życie w połączeniu z tą Prawdą, daje niesamowitą moc.

Add Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *